Latarka awaryjna – między mocą a rozumem

O latarkach raz jeszcze.

Jesteśmy zwierzęciem dziennym. Na sawannach Afryki, kiedy jeszcze biegaliśmy porośnięci gęstym futrem, na noc właziliśmy na nieliczne drzewa, wyczekując świtu. Stopy mieliśmy wtedy nieco bardziej chwytne. I tak było do czasu wynalezienia ognia. Potem mogliśmy siedzieć przy ogniskach, byliśmy i nadal jesteśmy, jednym z niewielu zwierząt, które nie boją się ognia.

Bez światła jak bez ręki

Dziś ogień nie ma takiego znaczenia, choć nadal go lubimy. Jego ciepło jesteśmy w stanie zastąpić przez nowoczesne tkaniny czy materiały budowlane.

Światło, to oprócz ciepła, drugi bardzo ważny element który dawał nam ogień. Jak już pisałem, jesteśmy zwierzętami dziennymi. W nocy widzimy kiepsko. A jeśli czegoś nie widzimy, to wywołuje to u nas lęk. Idąc po lesie, w ciemnej piwnicy poruszamy się wolniej, z lękiem. Potrzebujemy światła. Rozwiązaniem jest oczywiście latarka.

Jak wszyscy wiemy na rynku dostępnych jest wiele rodzajów latarek. Oczywiście każdy dobiera model według własnych upodobań. Jeden chce 1000 lumenów z akumulatorem 18650 innemu wystarczy 150 wykrzesane poprzez baterie AAA. Niezależnie od preferencji wszystkich łączy ten sam problem. Skończona pojemność oraz liczebność baterii. Póki mamy dostęp do sklepów/ładowarek problem ten się zmniejsza. Natomiast jeśli przemiesimy się w naszej wyobraźni do czasów bez ogólnodostępnego prądu, możliwość doładowania/wymiany akumulatora może okazać się nie możliwa. Wtedy po prostu zostaniemy bez latarki.

Każda bateria ma swoje dno.
Każda bateria ma swoje dno.

Jest jednak alternatywa dla tego typu rozwiązań. Mimo iż w dobie wyścigu lumenów przez wielu zapomniana, w sytuacji kryzysowej może okazać nie zastąpiona. Chciałbym się skupić nad jednym rodzajem latarek. Takich z dynamem. Taka latarka daje nam możliwość uniezależnienia się od źródeł prądu. Baterie niestety potrafią wyładować się same z siebie, nawet te najlepsze jakościowo. Akumulatory tracą swój ładunek jeszcze szybciej. W rezultacie alarmowa latarka, leżąca w szufladzie na wypadek awarii prądu, w chwili kiedy jest potrzebna, zwyczajnie nie działa.

Rozwiązaniem jest latarka z “dynamkiem”. Wynalazcą dynama rowerowego był Nikola Tesla, genialny inżynier pochodzenia serbskiego, wynalazca także radia (tak, tak. Marconi przyznał się że wykorzystał prace Tesli w związku z tym patent na radio przyznano temu drugiemu) i prądu zmiennego. Taka latarka za czasów Tesli nie powstała, gdyż brak było odpowiedniej żarówki. Ale teraz w erze diod możemy poszaleć.

I niektórzy poszaleli. Latarka dynamo Eton Scorpion
I niektórzy poszaleli. Latarka dynamo Eton Scorpion

Pierwsze latarki na “dynamka” które pojawiły się w Polsce pochodziły z jeszcze ZSRR – kupowało się je od tkz. “ruskich”, którzy rozkładali swoje gazety gdzie bądź. W zasadzie latarka miała same wady = dwie diody ledwo co świeciły, a latarka była ciężka. Zaletę miała tylko jedną: była niezniszczalna, spokojnie można było stosować ją do samoobrony.

Ruskie dynamo
Przykładowe Ruskie dynamo

Potem nie było lepiej, owszem pojawiły się produkowane pod pseudomarkami chińskie latarki, sprzedawane w drogich sklepach z akcesoriami turystycznymi. W stosunku do starszych “ruskich” dawały lepsze światło w zamian za większą awaryjność i wygórowaną cenę.

Obecnie takie latarki przestały już być czymś dziwnym i nietypowym. Spowszedniały. Modne są latarki z diodą CREE. Ale pomyślcie czyż nie warto mieć w piwnicy czegoś co zaświeci za każdym razem, kiedy po to sięgniemy. Na co dzień nie potrzebujemy takiej mocy, co nie znaczy, że takie latarki są złe. Zdarzało mi się wykorzystywać ich potencjał, zastępując taką latarką reflektory w aucie podczas awarii. Większość z nich posiada tryb low power ale mimo to akumulator prędzej czy później padnie co sprowadza nas do punktu wyjścia.  Należy sobie samemu odpowiedzieć czego się potrzebuje, czy na pewno musimy być widoczni z odległości kilometra i oślepiać wszystkich w koło? Czy może wolisz mieć w domu zapasową rzecz, której zawsze możesz zaufać.

Blackout - świat bez prądu
Blackout – świat bez prądu

Może warto się zabezpieczyć i zamiast w ramach zapasów trzymać w “szufladzie” latarkę która będzie świeciła, nawet jeśli na świecie skończą się wszystkie baterie?

5 myśli na temat “Latarka awaryjna – między mocą a rozumem

  1. Mimo iż po latach wbudowane akumulatory padną jeśli nie będzie leżała w bardzo wilgotnym miejscu to dyno latarkę będzie można odpalić. Jeśli decydujemy się na tańszy model, warto kupić kilka sztuk.

  2. Najsłabszym elementem takich latarek jest akumulator, a ten “nie lubi leżeć bezczynnie”.
    Jak za długo taka latarka będzie leżeć w szufladzie nie używana, nie będzie nic warta.

    1. Jak wszędzie akumulator jest problemem… Ale póki masz czym napędzać dynamo i obwód jest sprawny latarka będzie świecić. Oczywiście jeśli przestaniesz kręcić światło zgaśnie. Jednak mimo to latarka spełni swoją awaryjną rolę.

    2. Nie zgodzę się z Tobą.

      Mam taką latarkę w zasadzie bez akumulatora. Działa tylko wtedy kiedy obracam korbę. I wtedy działa. Nie będę jest stosował do długiego marszu po lesie ani do eksploracji jaskiń. Tylko wtedy kiedy muszę sobie na krótko przyświecić w ciemnym pomieszczeniu np: znaleźć korki, lub przeczytać opisy na słoikach.

      Nawet nie wyobrażasz sobie jak często okazuje się że latarki bateryjne mają po prostu wyładowane baterie albo “skanibalizowane” np do pilotów albo zabawek. One wtedy też nie świecą a ta ma przynajmniej szanse.

Dodaj komentarz

four + one =

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.