Ukraina Rumunia 2018 Gotowy na Jutro Off road

Wyprawa: Ukraina-Rumunia 2018

Przez dłuższą chwilę zastanawiałem się nad nazwą, która określi jakoś coś co przeżyliśmy podczas tej wyprawy. Niestety nie udało mi się odpowiednio nazwać tego co przeżyliśmy. Dlatego została tylko wyprawa…

A oto pierwsza część naszej relacji


Dlaczego Ukraina? Dlaczego Rumunia? 

Opuszczone stacje czy też puste gospodarstwa to swego rodzaju norma.

Wiele lat temu podjąłem decyzję, że chcę robić rzeczy, których nie robią wszyscy. Nigdy nie bawiły mnie wakacje all inclusive i zwyczajnie szkoda mi było na nie pieniędzy. Stopniowo wraz z KO zaczynaliśmy nasze przygody od wypadów pod namiot czy spływów kajakowych itd. Ale to już było dawno temu, nie mówię, że mnie to nie bawi, ale z każdą przygodą pragnąłem by następna była po prostu większa. W ten sposób podnosząc poprzeczkę przez lata doczłapałem się do etapu gdy zorganizowałem samotną wyprawę przez Ukrainę i Rumunię. Na pewno znajdą się tacy, którzy powiedzą… “Przecież to nic takiego!? Wiele osób to robi…”. Ja nie mówię, że nie… jednak wiem, że i tamtych kiedyś przebiję. Dajcie mi jeszcze trochę czasu. Dlaczego wybrałem właśnie ten kierunek? Ukraina wydała mi się tak nie oczywista tak zapomniana i odrzucana przez wiele osób, że po prostu zapragnąłem tam pojechać. Kiedyś już byliśmy na UA gdy wraz z KO i znajomymi spływaliśmy rzeką Prypeć. Tak jak wtedy tak i teraz nie zawiodłem się na klimacie jaki panuje w tym kraju. Rumunia nie jest tak szokująca dla europejczyków. Jest to bardzo podobny kraj gdzie różnice pomiędzy nami nie są aż tak widoczne jak na Ukrainie

Tam gdzie są ludzie wszystko ma swój niebywały urok. Jest po prostu inaczej

Strach ma wielkie oczy… Czy było niebezpiecznie?

Jaki kraj taki Tom Hanks

Straszono mnie Ukrainą, straszono mnie Rumunią, samotnością, brakiem wsparcia czy też zwyczajnie tym, że porywam się na zbyt wiele jak na wyprawę solo. Daleko od domu, z założeniem im gorzej tym lepiej… czyli  im mniej ludzi tym spokojniej. Spotykaliśmy na swojej drodze ludzi przychylnych oraz niestety również takich, którzy patrzyli na nas co najmniej źle. Czy było zatem niebezpiecznie?

Tak… chwilami aż za bardzo…

Omijałem duże miasta z daleka. Przygoda miała trwać bez końca i to się udało. Zdarzały się wsie wewnątrz których, nie odważyłem się zostawić auta pod magazynem czyli. sklepem. Zdarzyło się również, że poszukując miejsca do spania musiałem tak zaparkować samochód by przypadkiem nie rzucał się on w oczy mieszkańcom pobliskiej wsi, którzy nie zapałali do nas zbytnim entuzjazmem. Nie spaliśmy w hotelach czy pensjonatach. Każdą z 12 nocy spędziliśmy w samochodzie w różnych okolicznościach przyrody. Co innego gdy jedziesz sporą grupą wewnątrz, której jest kilku zdrowych facetów z odpowiednią argumentacją w rękach, a co innego gdy jedziesz tylko z żoną. W sytuacji zagrożenia musisz ją chronić sam… Właśnie to spędzało mi sen z powiek na niektórych obozowiskach.

Im trudniej tym lepiej?

Tego dnia bardzo cieszyliśmy się, że udało nam się zjechać z gór w jednym kawałku

Takie było właśnie założenie dotyczące trasy, którą zaplanowałem. Wytyczając ją siedząc w ciepłym domu brałem pod uwagę to, że jedziemy sami oraz to, że nie zdążyłem przygotować wyciągarki i zwyczajnie jedziemy bez niej. Natomiast trafiliśmy w miejsca z których matka natura zwyczajnie nie chciała nas wypuścić.  Było ciężko… była walka i będzie co opowiadać jeszcze przez wiele lat… Gdybym miał opisać szczegółowo wszystko to co się działo to prawdopodobnie nigdy nie oddałbym tego artykułu. Dlatego też film, który jest na górze trwa aż 45 minut i jest jedynie pierwszą częścią materiału z wyprawy. Może kiedyś pokuszę się również o spisanie kilku przygód, które z racji napięcia jakie im towarzyszyły zwyczajnie nie pozwalały Sylwii na trzymanie kamery w rękach.

Razem raźniej!

Razem raźniej… 

W tej części nadmienię tylko, że była to wielka przygoda dla mojej żony, która pierwszy raz brała udział w takim wyjeździe. I na pewno należą się jej ogromne gratulacje, za to, że to zniosła i mimo stresu z którego się teraz śmieje jeszcze się ze mną nie rozwiodła… 

Rękawiczki po prostu paliły nam się w dłoniach…

Nad naszą wyprawą patronat sprzętowy objął sklep Militaria.pl, który wyposażył nas w latarki Olight H1R oraz H2R oraz rękawiczki Mechanix Original oraz Vent. Za wsparcie bardzo dziękujemy oraz gwarantujemy, że sprzęt ten doczeka się również pełnoprawnych recenzji na naszych kanałach.

Militaria.pl
Militaria.pl

Ciąg dalszy nastąpi.

Dodaj komentarz

20 − 10 =

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.