Olight I1R EOS Gotowy na Jutro

Olight I1R EOS – Latarka EDC

Moim zdaniem istotą EDC jest jego użyteczność. Sprzęt ma wiernie służyć i sprawdzać się na wielu frontach. Nie powinien on być ponadprzeciętnych rozmiarów, a jego użytkowanie nie może rzucać cienia na jego funkcjonalność oraz wygodę. Ma być po prostu niezauważalny, a zarazem wygodny i funkcjonalny. Taki właśnie jest Olight I1R EOS, czyli mała iskra, która rozświetli nawet największy mrok. Przybliżmy może więc sylwetkę tego malucha. Jest to najmniejsza fabryczna latarka jaką miałem przyjemność użytkować. Zarazem wśród tych najmniejszych radzi sobie zwyczajnie najlepiej.

Olight I1R EOS

“Feeling” dotyku

Wymiary 41 x 14 x 14 mm oraz 12g wagi sprawią, że I1R po prostu plasuje się w kategorii piórkowej. Przy tak małych rozmiarach szokuje wręcz swoją mocą, emitując strumień świata o jasności do 130lm. Chyba każdy, komu pokazywałem tego małego Olighta, był zaskoczony, jak jasne światło jest on w stanie z siebie wypluć. Kilka osób skrzywiło się jednak na widok tak małej latarki, łącząc ją z bateriami zegarkowymi, które zazwyczaj sprawiają, że łatwiej wymienić latarkę, niż szukać tych małych pestek.  Tym większe było ich zaskoczenie, gdy pokazywałem im błogosławieństwo tego mikrusa, czyli port micro USB. Gniazdo to służy nam do zasilania “potężnego” akumulatora li-ion o pojemności 80mAh.

Port Micro USB to największy skarb tej małej latarki

Dostępu do gniazda ładowania dzielnie strzeże obrotowa głowica z uszczelką, która jest jednocześnie selektorem trybów. Niektórzy mogą mieć problemy z obsługą jedną ręką, jednak mogę zapewnić, że jest to wykonalne, a w połączeniu z podpiętymi kluczami nawet wygodne.

Kółko do podczepienia do kluczy czyni z I1R świetny brelok.

Wykonanie jak to w Olight, jest niezłe. Spasowanie na dobrym poziomie mechanicznie nie sprawia problemów, a szczegóły zostały odpowiednio dopracowane. Klasycznie już dla latarek producenta farba naniesiona na aluminium lotnicze potrafi się wytrzeć, co  w przypadku mocniej eksploatowanych egzemplarzy sprawi, że wystające krawędzie staną się srebrne. Wbrew powszechnej opinii stylistyka nie wpływa na skuteczność świecenia, 😛 wiec nie uznaje tego jako wady. Jeśli jednak ktoś jest estetą, może to zmniejszyć jego feeling podczas świecenia. 

Rzućmy odrobinę światła na samo świecenie

Jeśli jesteśmy już przy trybach świecenia, to mamy ich do dyspozycji aż dwa. Producent zadbał o względna wszechstronność, zapewniając nam dostęp do dwóch z goła odmiennych od siebie programów. W trybie pierwszym mamy do dyspozycji kulturalne 5 lumenów, które swoim blaskiem towarzyszyć nam będą nawet przez nawet 7h. Jest to tryb bardzo przyjemny i pozwalający na zadziwiająco wiele zastosowań. Fanboy-e wszelkich moon light-ów mogą czuć się rozczarowani zbyt dużą jasnością, jednak moim zdaniem w produkcie pokroju I1R EOS jest to jego zaleta. Ma być do bólu prosto i tak jest. Tryb nie razi w oczy, a zarazem legitymuje się naprawdę przyzwoitym światłem, które pozwala na wykonywanie wszelkich czynności, przy których ot tak na chwilę potrzebujemy odrobiny światła. Jak można zauważyć, Olight z modelem I1R EOS nie startuje do wyścigu na szperacz roku, latarka ta ma po prostu w awaryjnej sytuacji sprawić, by proste czynności często utrudnione poprzez brak światła, przy minimalnym nakładzie czynności znów stały się proste.

Prostota to istota tego malucha – Olight I1R EOS

Wspomniany tryb 5 lumenów idealnie sprawdza się przy wpasowywaniu klucza do zamka czy też szperaniu w plecaku. W całkowitej ciemności może posłużyć również jako światło pod nogi lub do rozglądania się po pomieszczeniu. Nie oślepia i nie sprawia wrażenia niewystarczającego. Pamiętajmy jednak, tylko 5 lumenów, przy szybszym poruszaniu się nie ma co liczyć na duży zasięg. Mimo to mam wrażenie, że będzie to tryb z którego będziecie korzystać w co najmniej w 80% swoich przygód z Olight I1R. Co jeśli pierwszy tryb to zbyt mało i konieczne jest wydobycie z tego malucha pełnej mocy?

I1R. Co jeśli pierwszy tryb to zbyt mało i konieczne jest wydobycie z tego malucha pełnej mocy?

Tryb 5 lumenów to podstawa.

Dokręcamy mu śrubę i przechodzimy do trybu drugiego, który maksymalnie jest nam w stanie zaoferować 130 lumenów. Tu naprawdę nie ma się czego wstydzić. Światło jest bardzo przyjemne i przy dużych odbijających powierzchniach potrafi oślepić. Tryb ten jest raczej skierowany do działań zewnętrznych lub krótkotrwałych doświetleń trudno dostępnych miejsc. Sformułowanie: krótkotrwałych idealnie pasuje do wspomnianego trybu, ponieważ w tym ustawieniu Olight I1R EOS jest w stanie świecić około 20 min. Nie jest to czas, który wystarczy na długi wieczorny spacer z psem, natomiast na pewno pozwoli na wszechstronne wykorzystanie podczas codziennych działań.

Z czasem gdy przestajesz przejmować się ilością lumenów, które mają zawstydzić nadjeżdżające intercity, zdajesz sobie sprawę, że tak naprawdę te 150-200 lumenów to max tego, co będzie ci zazwyczaj potrzebne. Nie chce mówić, że nie korzystam z mocniejszych trybów podczas moich nocnych wypadów. Jednocześnie muszę przyznać, że jest to bardzo sporadyczne i ukierunkowane lenistwem spowodowanym tym, że o wiele łatwiej jest mi się przełączyć z 8 lumenów na 600, niż na 120, ale ja jestem dziwny i tak mam :). Tu odwołuję się do modelu Olight H1R Nova, który niedługo również pojawi się na naszym blogu. 

Dla kogo dobry będzie Olight I1R?

No ale ktoś powie, że przecież to jest za mała latarka, ma za mało lumenów i świeci za krótko. I może mieć rację, ale tylko pod warunkiem, że nie jest radykalnym minimalistą, który potrzebuje sporadycznie wykorzystać niewielkie stadko lumenów. Jeśli jednak nim jest, Olight I1R EOS spełni wymagania jego minimalistycznego EDC. W innym przypadku nie traktowałbym tego modelu jako dobrego pomysłu na główne źródło światłą w naszych zestawach.

Mały, że aż ciężko go złapać w ruchu 
– Olight I1R EOS

Czy to znaczy, że dla statystycznego preppersa czy edc-owicza się on nie nadaje? Nic bardziej mylnego, sprawdzi się on idealnie jako backup lub brelok do kluczy. Jego ciężar i rozmiar będzie nieodczuwalny, a w wielu sytuacjach może uratować niejedną akcję. U mnie sprawdza się idealnie przy kluczach od auta. Szczególnie w sezonie zimowym używam jej nadzwyczaj często. Zastąpiła popularny model Olight I3E, którego nie mogę używać, bo wiem jak go zepsuć i zrobiłem to już 3 razy.

W małej ciele wielki duch – Olight I1R EOS

Latarka jest stosunkowo tania i moim zdaniem warta zakupu. W Militaria.pl można ją dorwać za 59.99 zł – Latarka akumulatorowa Olight I1R – 130 lumenów. https://www.militaria.pl/olight/latarka_akumulatorowa_olight_i1r_-_130_lumenow_p101459.xml

Co moim zdaniem jest dobra ceną. Sprzęt prosty, ale użyteczny. Godny polecania. Jest to również świetny pomysł na prezent w rozsądnej cenie.

 

Sklep Militaria.pl - Strzelectwo, Samoobrona, Outdoor
Militaria.pl

 

 

2 myśli na temat “Olight I1R EOS – Latarka EDC

  1. Witam!
    Bardzo fajny opis latareczki. Mam jednak pytanie co do latarki Olight I3E, którą planuję kupić jako brelok do auta. W jaki sposób zepsułeś już 3 egzemplarze? Trochę mnie to zmartwiło, ponieważ w necie można znaleźć raczej pochlebne opinie na jej temat. Zastanawia mnie też, czy często zdarza się, że latarka rozkręca się w kieszeni?

    1. Cześć,

      samoczynnie nie rozkręca się. Przynajmniej mi nie zdarzyło się by sama się rozkręciła. Jeśli chodzi o sposób na zepsucie to, latarki te są wrażliwe na częste uruchamianie za pomocą docisku. Czyli zamiast dokręcać głowicę ustawiamy ją w pozycji “prawie styka” i dociągamy palcami. Robiąc taką atrapę stroboskopu po pewnym czasie skazujemy latarkę na śmierć. Trzy spalone latarki później już tak nie robię i I3E, mojej żony ma się świetnie.

Dodaj komentarz

two + thirteen =

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.